Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weganizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weganizm. Pokaż wszystkie posty
31 lipca 2013
Weganizm. Spróbujesz?
Przystąpiłam do programu Stowarzyszenia Empatia promującego weganizm. Tutaj można znaleźć inne blogi promujące wegański styl życia, a w szczególności wegańską dietę. Tutaj natomiast jest strona programu na facebook'u, którą polecam do polubienia ;) Można być wtedy na bieżąco z pysznymi, wegańskimi potrawami i przekonać się, że aby wyczarować w kuchni coś wspaniałego wcale nie trzeba użyć jajek, krowiego mleka, sera, mięsa itd.
Wszystkich czytelników, którzy z weganizmem nie mają nic wspólnego, zachęcam do odstawienia produktów pochodzenia zwierzęcego chociażby na miesiąc, na tydzień, na dzień, na chwilę... Do postawienia sobie wyzwania i sprawdzenia na własnej skórze, czy po przejściu na wegańską dietę ochota na mięso, mleko, ser nie zniknie, czy nie okaże się, że są one bardziej uzależnieniem niż składnikiem koniecznym w jadłospisie. Z własnego doświadczenia wiem (po zaledwie roku bycia weganką), że mój umysł funkcjonuje sprawniej niż w poprzednich latach, że w przeciągu tych dwunastu miesięcy byłam przeziębiona wyłącznie raz, że nie ma chwili w ciągu dnia, w której odczuwałabym zmęczenie bez nieznanej mi przyczyny. Rzadko zdarza mi się mieć bóle głowy, czy żołądka. Nie biorę żadnych leków, jedynie witaminowe suplementy. Zmniejszając spożycie cukru przekonałam się także, że i jego nadmierne konsumowanie było wyłącznie przyzwyczajeniem, szkodliwym nawykiem, w którego stronę teraz wcale mnie nie ciągnie. Oczywiście, aby mój opis nie był zbyt kolorowy, przyznam się, że zdarza mi się czasami ochota na ciągnący się ser, lody, kawę z mlekiem, bitą śmietanę, ale szybko sobie wtedy uświadamiam, że alternatywne rozwiązania już istnieją, po prostu ja nie mam ich w poszczególnych chwilach pod ręką (ser sojowy lub migdałowy, lody z mleka roślinnego, kawa z mlekiem roślinnym, bita śmietana sojowa) i pytam siebie, czy chwila słabości, może nawet lenistwa, gdy nie chce się nic ugotować albo pójść do sklepu jest ważniejsza od idei, od wartości, od niezadawania świadomego (jak bardzo świadomego!) bólu istotom żywym. Nie, chyba nie jest. Wystarczy, że obejrzę kolejny dokumentalny film, którego wcześniej nie widziałam o tym, jak wykorzystywane są zwierzęta, o ich niepotrzebnym cierpieniu oraz o tym, że zysk jest dzisiaj ważniejszy od zdrowia ludzi. Można znaleźć wiele badań dowodzących, że białko pochodzenia zwierzęcego jest szkodliwe dla ludzkiego zdrowia, a optymalna ilość mięsa w diecie, którą powinniśmy spożywać jest równa zeru. Ważne, aby nie być stronniczym. Ważne, aby poznać obydwie strony sprawy i dopiero wtedy zdecydować. Niech inni nie decydują za nas tylko dlatego, że robili to przez kilka tysięcy lat. To nie przyznaje im automatycznie racji. To pomysły jednostek, które wydają się być innym szalone, okazują się być później tymi najwłaściwszymi. I być może przyjdzie nam czekać jeszcze jedną, dwie, może więcej dekad, zanim weganizm stanie się tym najwłaściwszym pomysłem, stanie się normą, a nie dominantą mniejszości. Co z tego, skoro jest tego warty.
Nie próbujcie tylko po to, by pokazać innym, że się do tego nie nadajecie, że mieliście rację, postrzegając weganizm jako kompletną bzdurę. Nie próbujcie tylko po to, bo to jest teraz trendy. Nie próbujcie, jeśli nie towarzyszy temu idea, cel (nieważne czy jest to wyzwolenie zwierząt od cierpień, poprawa własnego zdrowia lub działanie na rzecz środowiska). Spróbujcie wtedy, kiedy będziecie gotowi.
5 października 2012
Na szybko, poza domem, po wegańsku
Jestem architektem własnego nieszczęścia.
Pokażę głównie tę śmieciową/niezdrową/mniej zdrową/raczej niezdrową (zwał jak zwał) wersję wegańskiego jedzenia. Kiedy nie ma czasu, kiedy jest się poza domem, kiedy nie ma jak przyrządzić czegoś bardziej wartościowego, czyli najczęściej podczas podróży, zwłaszcza długiej i dla niektórych może męczącej. Tak było w moim przypadku, musiałam zaspokajać swój organizm jedząc głownie junk food. Wytrwałam i już dawno powróciłam do domowych posiłków, mimo że wciąż coś innego pragnie zabierać mi czas poza gotowaniem.
Gdy ma być po wegańsku, a może być trochę śmieciowo i na pewno nie na dłuższą metę :) Czyli w skrócie to, co pomogło mi przetrwać.
Ryż paraboliczny z wiśniowym dżemem, tofu i pokruszonymi ciasteczkami owsianymi.
Był to pomysł dość spontaniczny i właściwie wziął się "znikąd". Spojrzenie do siatki z zakupami, dostrzeżenie przewagi słodkiego, wygrzebanie tego, co można zjeść z ryżem i tadaam. Tofu, dżem i ryż - połączenie bardzo ok, co do ciasteczek - trzeba być prawdziwym łasuchem, bo czynią danie strasznie słodkim. I nieźle chrupią.
Błonnik
Najeść się tym nie najemy, chyba że zjemy na raz co najmniej połowę paczki. Jest to jednak dobry sposób na zajęcie dłoni i ust. Można na jakiś czas "oszukać" głód. W końcu błonnik ma za zadanie dać nam uczucie sytości. Mój przypadek tego nie potwierdza. "Wierzę" w błonnik, jednak połączony on musi być z innymi składnikami odżywczymi i być naturalną częścią pożywienia, zamiast być spożywany osobno w postaci "chrupek" (mimo obecności zbóż).
Orzeszki ziemne solone
Oczywiście korzystniej byłoby, gdyby jednak solone nie były. Wtedy nie musimy martwić się o ciśnienie i raczej szybciej przestaniemy wyciągać rękę po następnego. Bądź co bądź to właśnie sól przyczynia się do tego, że chcemy więcej tego, co słone.
W orzeszkach ziemnych dopatrują się także rakotwórczej aflatoksyny. A pozytywne strony? Przede wszystkim białko i tłuszcz (nienasycone kwasy tłuszczowe).
Mleko sojowe o smaku czekoladowym
Ależ to jest słodkie! Minęło trochę czasu, zanim przyzwyczaiłam się do takiej cukrowej bomby. Wcześniej wybierałam głównie naturalne, niesłodzone mleko sojowe i raczej nie piłam go prosto z kartonu. Tym razem potrafiłam wziąć tylko dwa, trzy łyki. Dzisiaj spokojnie wypiję na raz pół szklanki, nie robię tego jednak zbyt często.
Pasztet sojowy z pomidorami
Pierwszy raz się na niego skusiłam i... raczej nie skuszę się po raz kolejny. Zjeść zjadłam, jednak nie przypadł mi szczególnie "do smaku". Poza tym zawiera wiele składników, które okazałaby się zbędne podczas wyrobu domowego pasztetu.
Pasztet sojowy z pieczarkami
Co mnie podkusiło do tego, żeby wziąć dwa opakowania pasztetu, którego nigdy nie jadłam? Wciąż się zastanawiam. Ten z pieczarkami był jednak według mnie smaczniejszy.
Spaghetti z sosem ze słoika
Danie łatwe i bardzo szybkie, bardzo sycące także. Dobrze byłoby, żeby chociaż makaron był pełnoziarnisty, skoro już musimy dodać do niego sos ze słoika, bo na przykład nie ma możliwości zrobienia go samemu.
Mleko sojowe naturalne, niesłodzone
A takie to ja lubię z płatkami owsianymi, jęczmiennymi, orkiszowymi i jakimi tylko. Czy różni się czymś od innych zwykłych, niesłodzonych, sojowych mlek? Oprócz dodatku zagęszczaczy i innych substancji, które wcale nie muszą tam być, raczej nie. Smak porównywalny.
Płatki owsiane
Wymienione już wyżej, mają tę zaletę, że można je jeść nie tylko z mlekiem, ale też po prostu z wodą i nie trzeba ich podgrzewać do wysokiej temperatury. Ich cudny smak będzie zachowany, zwłaszcza jeśli dodamy odrobinę cukru oraz inne wartościowe dodatki takie jak: migdały lub inne orzechy, siemię lniane, łuskany słonecznik itd.
Ciastka z kawałkami czekolady
Strasznie posmakowały mi te ciasteczka. I były wegańskie! Raz nawet zjadłam całą paczkę na raz. Zasłodziłam się strasznie, ale to była przyjemność.
Ciastka złotokłose owsiane
To właśnie je dodałam do ryżu, którego zdjęcie jest na samym początku wpisu. Raz na jakiś czas, gdy trzeba coś kupić w sklepie do przekąszenia, a nie ma czasu na czytanie wszystkich etykietek, zgarniam je z półki.
Niewinny sok jabłkowy
Dobry, bo bez dodatkowego cukru. I nawet z lodówki. Niestety pasteryzowany. Jabłko z aureolką urzekło mnie jednak najbardziej i to w najwyższym stopniu przyczyniło się do tego, że postanowiłam go spróbować.
Masło orzechowe
O tak! Najlepsze to z kawałkami orzeszków, w sam raz na kanapki. Nie minął nawet tydzień, a masło zniknęło ze słoiczka. Znów w moich myślach pojawia się hasło aflatoksyna, ale czy to prawda, czy rzeczywiście ona tu jest i jest taka szkodliwa? Możliwe. W każdym bądź razie, póki nie ma białka zwierzęcego, ewentualne komórki rakowe występujące w naszym organizmie nie uaktywniają się, nie prowadzą do raka. Są na to dowody w postaci badań.
Deser sojowy o smaku waniliowym
To była kolejna bomba cukrowa. Nie... Nie chcę następnego razu. Co prawda nie wymaga on przechowywania w lodówce i jadłam go na ciepło, uważam jednak, że schłodzony mógłby smakować lepiej.
Czekoladowe ciasteczka
Kolejne wegańskie! Może mi się tylko wydaje, a może po prostu zbyt mało szukam, zwracam zbyt mało uwagi, żeby wynaleźć takie cuda u nas, a zwłaszcza w moim małym mieście i pochopnie stwierdzam, że mamy za mało rodzajów wegańskich ciasteczek dostępnych w sklepie.
Sałatka w restauracji
Jak już trzeba pójść do restauracji albo jest po prostu ochota, to trzeba. I można znaleźć wiele wegańskich sałatek lub po prostu poprosić o niedodawanie do nich jakiegoś niewegańskiego składnika. Tak było w przypadku tej na zdjęciu. Oryginalnie występuje jeszcze z fetą. Najadłam się.
Kawa z mlekiem sojowym
Do wyboru miałam zwykle albo czarną herbatę albo kawę. Kawa na śniadanie. Kawa do obiadu. Kawa z deserem. Kawa przed snem. Kawa. Dobra kawa. I wbrew pozorom, po kawie nie mam problemu z uśnięciem, czasami wręcz przeciwnie. Na co dzień prawie wcale nie piję kawy. Raz na tydzień, raz na dwa... Różnie. Częściej wybieram zbożową.
Owoce
Owoce są super. Na zdjęciu tylko pomarańcze, ale można zajadać w drodze większość z nich. Oprócz smaku, możliwość zjedzenia ich na surowo czyni je tak wyjątkowymi. I oczywiście posiadają mnóstwo witamin, wyposażają nas w "tarczę ochronną" przed wszystkimi niechcianymi, małymi organizmami dostającymi się do naszego wnętrza i mającymi na celu zniszczenie komórek lub zwykłe zasianie zamętu.
Kolejne danie z restauracji
Frytek w budkach i restauracjach zazwyczaj nie kupuję. Istnieje obawa, że tłuszcz, w jakim są smażone wcale nie jest roślinny albo że są w nim smażone inne potrawy, w tym mięsne, a nie tylko frytki. Poza tym często olej ten jest przestarzały. W przypadku frytek na zdjęciu sama byłam świadkiem ich przygotowania i otworzenia nowej butelki z olejem, więc zjadłam ze smakiem wraz z sałatką, której składniki mogłam sama dobrać.
Krem czekoladowo-orzechowy
Po przejściu na weganizm próbowałam ich tylko dwóch. Tego i jeszcze jednego domowej roboty. Smak różni się od Nutelli (która podobno jest rozpuszczonym batonikiem, dlatego wydaje się taka smaczna), ale wciąż potrafi zaspokoić ochotę zjedzenia czegoś słodkiego na szybko, wystarczy złapać kilka kromek chleba, nóż i ten krem, a dalej myślę, że już wiadomo, co zrobić.
Widać, że będąc na diecie wegańskiej wciąż można odżywiać się niezdrowo. Myślę, że najistotniejsza jest jednak wiedza, kiedy można pozwolić sobie na coś śmieciowego, a kiedy nie. Wiedza ta najłatwiej do nas przychodzi, gdy żyjemy w zgodzie z naszym organizmem, nie tylko z umysłem, nie tylko z duchem, ale także z naszą własną fizycznością i zdajemy sobie sprawę, że nasze ciało to część nas, to nie jest coś odrębnego, o co nie trzeba się wcale troszczyć. Wtedy intuicyjnie wiemy, co jest dla nas dobre, a co nie i takie też okazują się być skutki naszych wyborów, bez nieprzyjemnych rozczarowań.
Jesteś tym, co jesz.
Energią, komórkami, chemicznymi związkami, zdrowiem bądź chorobą.
Maura Isles
Pokażę głównie tę śmieciową/niezdrową/mniej zdrową/raczej niezdrową (zwał jak zwał) wersję wegańskiego jedzenia. Kiedy nie ma czasu, kiedy jest się poza domem, kiedy nie ma jak przyrządzić czegoś bardziej wartościowego, czyli najczęściej podczas podróży, zwłaszcza długiej i dla niektórych może męczącej. Tak było w moim przypadku, musiałam zaspokajać swój organizm jedząc głownie junk food. Wytrwałam i już dawno powróciłam do domowych posiłków, mimo że wciąż coś innego pragnie zabierać mi czas poza gotowaniem.
Gdy ma być po wegańsku, a może być trochę śmieciowo i na pewno nie na dłuższą metę :) Czyli w skrócie to, co pomogło mi przetrwać.
Ryż paraboliczny z wiśniowym dżemem, tofu i pokruszonymi ciasteczkami owsianymi.
Był to pomysł dość spontaniczny i właściwie wziął się "znikąd". Spojrzenie do siatki z zakupami, dostrzeżenie przewagi słodkiego, wygrzebanie tego, co można zjeść z ryżem i tadaam. Tofu, dżem i ryż - połączenie bardzo ok, co do ciasteczek - trzeba być prawdziwym łasuchem, bo czynią danie strasznie słodkim. I nieźle chrupią.
Błonnik
Najeść się tym nie najemy, chyba że zjemy na raz co najmniej połowę paczki. Jest to jednak dobry sposób na zajęcie dłoni i ust. Można na jakiś czas "oszukać" głód. W końcu błonnik ma za zadanie dać nam uczucie sytości. Mój przypadek tego nie potwierdza. "Wierzę" w błonnik, jednak połączony on musi być z innymi składnikami odżywczymi i być naturalną częścią pożywienia, zamiast być spożywany osobno w postaci "chrupek" (mimo obecności zbóż).
Orzeszki ziemne solone
Oczywiście korzystniej byłoby, gdyby jednak solone nie były. Wtedy nie musimy martwić się o ciśnienie i raczej szybciej przestaniemy wyciągać rękę po następnego. Bądź co bądź to właśnie sól przyczynia się do tego, że chcemy więcej tego, co słone.
W orzeszkach ziemnych dopatrują się także rakotwórczej aflatoksyny. A pozytywne strony? Przede wszystkim białko i tłuszcz (nienasycone kwasy tłuszczowe).
Mleko sojowe o smaku czekoladowym
Ależ to jest słodkie! Minęło trochę czasu, zanim przyzwyczaiłam się do takiej cukrowej bomby. Wcześniej wybierałam głównie naturalne, niesłodzone mleko sojowe i raczej nie piłam go prosto z kartonu. Tym razem potrafiłam wziąć tylko dwa, trzy łyki. Dzisiaj spokojnie wypiję na raz pół szklanki, nie robię tego jednak zbyt często.
Pasztet sojowy z pomidorami
Pierwszy raz się na niego skusiłam i... raczej nie skuszę się po raz kolejny. Zjeść zjadłam, jednak nie przypadł mi szczególnie "do smaku". Poza tym zawiera wiele składników, które okazałaby się zbędne podczas wyrobu domowego pasztetu.
Pasztet sojowy z pieczarkami
Co mnie podkusiło do tego, żeby wziąć dwa opakowania pasztetu, którego nigdy nie jadłam? Wciąż się zastanawiam. Ten z pieczarkami był jednak według mnie smaczniejszy.
Spaghetti z sosem ze słoika
Danie łatwe i bardzo szybkie, bardzo sycące także. Dobrze byłoby, żeby chociaż makaron był pełnoziarnisty, skoro już musimy dodać do niego sos ze słoika, bo na przykład nie ma możliwości zrobienia go samemu.
Mleko sojowe naturalne, niesłodzone
A takie to ja lubię z płatkami owsianymi, jęczmiennymi, orkiszowymi i jakimi tylko. Czy różni się czymś od innych zwykłych, niesłodzonych, sojowych mlek? Oprócz dodatku zagęszczaczy i innych substancji, które wcale nie muszą tam być, raczej nie. Smak porównywalny.
Płatki owsiane
Wymienione już wyżej, mają tę zaletę, że można je jeść nie tylko z mlekiem, ale też po prostu z wodą i nie trzeba ich podgrzewać do wysokiej temperatury. Ich cudny smak będzie zachowany, zwłaszcza jeśli dodamy odrobinę cukru oraz inne wartościowe dodatki takie jak: migdały lub inne orzechy, siemię lniane, łuskany słonecznik itd.
Ciastka z kawałkami czekolady
Strasznie posmakowały mi te ciasteczka. I były wegańskie! Raz nawet zjadłam całą paczkę na raz. Zasłodziłam się strasznie, ale to była przyjemność.
Ciastka złotokłose owsiane
To właśnie je dodałam do ryżu, którego zdjęcie jest na samym początku wpisu. Raz na jakiś czas, gdy trzeba coś kupić w sklepie do przekąszenia, a nie ma czasu na czytanie wszystkich etykietek, zgarniam je z półki.
Niewinny sok jabłkowy
Dobry, bo bez dodatkowego cukru. I nawet z lodówki. Niestety pasteryzowany. Jabłko z aureolką urzekło mnie jednak najbardziej i to w najwyższym stopniu przyczyniło się do tego, że postanowiłam go spróbować.
Masło orzechowe
O tak! Najlepsze to z kawałkami orzeszków, w sam raz na kanapki. Nie minął nawet tydzień, a masło zniknęło ze słoiczka. Znów w moich myślach pojawia się hasło aflatoksyna, ale czy to prawda, czy rzeczywiście ona tu jest i jest taka szkodliwa? Możliwe. W każdym bądź razie, póki nie ma białka zwierzęcego, ewentualne komórki rakowe występujące w naszym organizmie nie uaktywniają się, nie prowadzą do raka. Są na to dowody w postaci badań.
Deser sojowy o smaku waniliowym
To była kolejna bomba cukrowa. Nie... Nie chcę następnego razu. Co prawda nie wymaga on przechowywania w lodówce i jadłam go na ciepło, uważam jednak, że schłodzony mógłby smakować lepiej.
Czekoladowe ciasteczka
Kolejne wegańskie! Może mi się tylko wydaje, a może po prostu zbyt mało szukam, zwracam zbyt mało uwagi, żeby wynaleźć takie cuda u nas, a zwłaszcza w moim małym mieście i pochopnie stwierdzam, że mamy za mało rodzajów wegańskich ciasteczek dostępnych w sklepie.
Sałatka w restauracji
Jak już trzeba pójść do restauracji albo jest po prostu ochota, to trzeba. I można znaleźć wiele wegańskich sałatek lub po prostu poprosić o niedodawanie do nich jakiegoś niewegańskiego składnika. Tak było w przypadku tej na zdjęciu. Oryginalnie występuje jeszcze z fetą. Najadłam się.
Kawa z mlekiem sojowym
Do wyboru miałam zwykle albo czarną herbatę albo kawę. Kawa na śniadanie. Kawa do obiadu. Kawa z deserem. Kawa przed snem. Kawa. Dobra kawa. I wbrew pozorom, po kawie nie mam problemu z uśnięciem, czasami wręcz przeciwnie. Na co dzień prawie wcale nie piję kawy. Raz na tydzień, raz na dwa... Różnie. Częściej wybieram zbożową.
Owoce
Owoce są super. Na zdjęciu tylko pomarańcze, ale można zajadać w drodze większość z nich. Oprócz smaku, możliwość zjedzenia ich na surowo czyni je tak wyjątkowymi. I oczywiście posiadają mnóstwo witamin, wyposażają nas w "tarczę ochronną" przed wszystkimi niechcianymi, małymi organizmami dostającymi się do naszego wnętrza i mającymi na celu zniszczenie komórek lub zwykłe zasianie zamętu.
Kolejne danie z restauracji
Frytek w budkach i restauracjach zazwyczaj nie kupuję. Istnieje obawa, że tłuszcz, w jakim są smażone wcale nie jest roślinny albo że są w nim smażone inne potrawy, w tym mięsne, a nie tylko frytki. Poza tym często olej ten jest przestarzały. W przypadku frytek na zdjęciu sama byłam świadkiem ich przygotowania i otworzenia nowej butelki z olejem, więc zjadłam ze smakiem wraz z sałatką, której składniki mogłam sama dobrać.
Krem czekoladowo-orzechowy
Po przejściu na weganizm próbowałam ich tylko dwóch. Tego i jeszcze jednego domowej roboty. Smak różni się od Nutelli (która podobno jest rozpuszczonym batonikiem, dlatego wydaje się taka smaczna), ale wciąż potrafi zaspokoić ochotę zjedzenia czegoś słodkiego na szybko, wystarczy złapać kilka kromek chleba, nóż i ten krem, a dalej myślę, że już wiadomo, co zrobić.
Widać, że będąc na diecie wegańskiej wciąż można odżywiać się niezdrowo. Myślę, że najistotniejsza jest jednak wiedza, kiedy można pozwolić sobie na coś śmieciowego, a kiedy nie. Wiedza ta najłatwiej do nas przychodzi, gdy żyjemy w zgodzie z naszym organizmem, nie tylko z umysłem, nie tylko z duchem, ale także z naszą własną fizycznością i zdajemy sobie sprawę, że nasze ciało to część nas, to nie jest coś odrębnego, o co nie trzeba się wcale troszczyć. Wtedy intuicyjnie wiemy, co jest dla nas dobre, a co nie i takie też okazują się być skutki naszych wyborów, bez nieprzyjemnych rozczarowań.
Jesteś tym, co jesz.
Energią, komórkami, chemicznymi związkami, zdrowiem bądź chorobą.
13 lipca 2012
Weganizm infantylny
Namaste. Mam na imię Anna i w świat weganizmu wkroczyłam w czerwcu 2012. Jestem więc świeżakiem, stąd też powstanie tego bloga ma na celu nie tylko zachętę do wegańskiego stylu życia, ale także dzielenie się doświadczeniem, kulinarnymi eksperymentami oraz zdobywaną wiedzą z zakresu weganizmu i rozwoju zarówno fizycznego jak i duchowego - moich kolejnych zainteresowań.
Mam osiemnaście lat, a swojej pierwszej zmiany diety doświadczyłam rok temu, przeszłam wtedy na dietę zgodną z grupą krwi. Był to efekt problemów żołądkowych. Po raz pierwszy wtedy zaczęłam interesować się swoim zdrowiem i tym, co jem. Wcześniej moje posiłki były bardzo monotonne, nieregularne, szybkie i ubogie w warzywa i owoce. Nie znałam smaku żytniego chleba ani brązowego ryżu. Moja rodzicielka do dzisiaj preferuje wszystko to, co rafinowane, mleczne, mięsne i bardzo słodkie.
W związku z przejściem na dietę zgodną z grupą krwi, od roku nie tknęłam czerwonego mięsa. Później stałam się wegetarianką. Mięso jakoś mi wtedy po prostu zbrzydło. Wciąż jednak czułam, że sposób, w jaki jem, nie jest do końca zdrowy. Pamiętam, że jeszcze jak byłam mała, gdy spotkałam kogoś, kto był wegetarianinem, zaczynałam go podziwiać. Nie wiem nawet, skąd się to brało. Kiedy już zostałam wegetarianką, chciałam znaleźć odpowiedź, co właściwie z tego, co jem, jest zdrowe, a co nie. W natłoku "zdrowotnych" informacji dotyczących żywienia można się naprawdę pogubić. W mediach raz coś jest super produktem, a raz kolejnym śmieciowym jedzeniem. Nie szukałam odpowiedzi bardzo natrętnie, ale znalazłam. Natknęłam się na film "Forks over knives", który polecam wszystkim "zaawansowanym" weganom, "początkującym" weganom, wegetarianom oraz każdemu, komu zależy na swoim zdrowiu. Cytat "odpowiedzią nie jest kolejna pigułka, odpowiedzią jest szpinak" pochodzi właśnie z tego filmu.
Po obejrzeniu "Forks over knives" przeszłam z wegetarianizmu na weganizm natychmiast. Zdrowie było więc czynnikiem inicjującym ten styl życia. Później zaczęłam interesować się losem zwierząt więzionych i wykorzystywanych w fabrykach do zaspokojenia pozornych ludzkich potrzeb. Pozornych, bo bez nabiału i mięsa można żyć, co pokazuje każdy weganin, a w dodatku można żyć bardzo długo, ciesząc się dobrym zdrowiem. Wciąż uczę się wiele na temat korzyści płynących z weganizmu, do których zalicza się nie tylko zdrowie i przestrzeganie praw zwierząt, ale również troska o środowisko.
Weganizm infantylny. Dlaczego infantylny? Spotkałam się ze słowami "You put a baby in a crib with an apple and a rabbit. If it eats the rabbit and plays with the apple, I’ll buy you a new car" (Harvey Diamond), które po przetłumaczeniu na język polski mówią "włóż do kołyski z dzieckiem jabłko i królika. Jeśli zje ono królika i będzie bawić się jabłkiem, kupię ci nowy samochód". Tak jest. Weganizm jest infantylny, bo kojarzy się z dziecinnością. Bo tylko dorosły, "dojrzały" człowiek staje się na tyle agresywny, egoistyczny i władczy, aby krzywdzić inne istoty dla własnej korzyści.
Oprócz tego, mój weganizm jest infantylny, bo dopiero pączkuje, dopiero dojrzewa. I chcę, aby swoje ziarenka rozsiał także tutaj.
Zapraszam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
